
do 06 stycznia 2006 - BWA w Katowicach,
wystawa "W stronę Innego. Obserwacje i interwencje"
www.virtualworld.pl
Kołem, dookoła
Osią
pracy Małgorzaty Jabłońskiej i Piotra Szewczyka staje się chęć zbudo-wania porozumienia
z innym, który jest imperatywem kategorycznym, Selbstzweck celem samymw sobie.
Też z innym w sobie, tym, z którym trudno się pogodzić, którego chciałoby się
wyplenić, który zawadza, straszy, rozczula.
Artyści wychylają się w jego stronę, doświadczają go, w czasach Minotaurów współczesnych,
małych codziennych gett. Ja odrzucony przez siebie, ja wobec odrzucenia, ja
w sytuacji, w której czuję się nie-swojo, a zatem inaczej, niż bym chciał, jak
w konfrontacji ze zdjęciem w małej kabinie instalacji: Ja staje obok Siebie,
mija się z sobą, ze swoimi czasem, ze swoimi marzeniami.
Przygotowana
na wystawę Wobec wartości instalacja Lookaround, man! inside/1.outside wyraźnie
nawiązująca do poprzedniego projektu tej pary, Space is the place, man! (nota
bene także do płyty Davida Bowie z 1995 roku), jest właśnie dwojaka: i relacjonuje
stan rzeczy, i stara się weń wejść, by go rozsadzić. Oglądana może być już nie
tylko metafory-cznie z dwóch perspektyw. Patrząc z góry, widz zauważy plan dwóch
połączonych kół, większego i małego. Ścianki tworzą wiszące, podłużne, pionowe
pasy z tworzywa, na którym aplikowane są grafiki. Wchodząc do koła, widz dostaje
się do ograniczonej przestrzeni, do wnę-trza nieprzyjemnego, znajdującego się
na przeciwstawnym biegunie do apotro-peicznego kręgu, przestrzeni z VII Elegii
Rainera Marii Rilkego, gdzie wnętrze na-kłada się na ocalenie: nigdzie, kochana,
nie ma świata, prócz wewnątrz.
Im bliżej środka, tym bardziej nasila się wrażenie tłoku. W dużym kole trzeba
się obrócić, żeby wejść w to małe, widz najpierw (w swoistej antycypacji) ma
kontakt z tym, co przedstawione na paskach wewnątrz dużego: obraz osiedla o
niezbyt wysokich blokach, plac zabaw, fotograficzna panorama, w którą Małgorzata
Jabłońska wprowadza swoje komiksowe ludziki i charakterystyczne atrybuty: ma-my
z dziećmi, ptaki, przyplątała się nawet tęcza. Nie jest groźnie, nie jest radoś-nie,
jest nijak: grupka dzieci, pies, przechodzień.
W małym kole uwyraźnia się klimat przytłoczenia, konfrontacji z zagadko-wym, nieoswojonym, zostawionym samemu sobie. Rośnie wrażenie nie-swojo-ści. Na paskach w małym pomieszczeniu widz dostrzega wnętrze swoistej rupie-ciarni. Nie jest to mimo faktu, że stajemy przed pochłaniającym obrazem przy-jemne vis-ŕ-vis, nie jest bezpie-czne. Artyści pokazują niemożność rozgoszczenia się w obcości, znalezienia dla siebie miejsca w przestrzeni innego. Ich koło nie jest gość-inne. Widz staje oko w oko z przedmiotami, jak w muzeum. Nie wiadomo, do kogo należały, czy można ich dotknąć. Krzesła, ramy, obraz dziewczynki o jasnych włosach sprawia, że widz czuje się zmieszamy, zagubiony. Fakt, iż fotografia jest pokawałkowana, trzeba ją poskładać z długich podłużnych pasów, sprawia, że zastanawiamy się nad funkcjonowaniem pamięci.
Przedmioty martwe są zawsze w porządku i nic im, niestety, nie można zarzucić. Nie udało mi się nigdy zauważyć krzesła, które przestępuje z nogi na nogę, ani łóżka, które staje dęba. Także stoły, nawet kiedy są zmęczone, nie od-ważą się przyklęknąć. Podejrzewam, że przedmioty robią to ze względów wycho-wawczych, aby wciąż nam wypominać naszą niestałość pisał Zbigniew Herbert. Wtórował Rilkemu: Rzeczy. Kiedy to wymawiam (...) robi się cisza; cisza, która jest wokoło rzeczy. Wszelki ruch układa się, staje się zarysem, a z minionych i przyszłych czasów zawiera się trwałość (...) Bardzo już wcześnie formowano rzeczy, mozolnie, na podobieństwo znalezionych rzeczy naturalnych; czyniono narzędzia i naczynia (...) Ale skoro już gotowe było i odstawiane, weszło już w tłum rzeczy, przybrało ich spokojność, ich cichą godność.
Przedmioty zdradzają wnętrze ich właściciela, piszą jego biografię. Małgorzata Jabłońska i Piotr Szewczyk pokazują, że świat pełen przedmiotów może być uboższy niż ten ich pozbawiony. W gruncie rzeczy (sic!) idzie tutaj o czas. O ten, który tracimy, i ten, który nas traci. Przedmioty wskrzeszają niepo-korną pamięć, ożywiają wspomnienia, a zatem kierują w stronę innego (Mnie-Innego, Mnie-Dawnego, Mnie-Porzuconego, Mnie-Porzucającego-Siebie). Wypominają niestałość, zalegając na półkach, przywołują miejsca i ludzi, zapa-chy i barwy. Zapisują przeszły czas, odmierzają minione, kojarzą się z zastyg-nięciem, znieruchomieniem. Trwają i z tym ich trwaniem roślinom, zwierzętom i ludziom trudno się pogodzić, podporządkowują sobie przestrzeń, przeobrażają w locus amoenus bądź horridus. Tyle uczuć mieści się między jednym uderze-niem serca a drugim / tyle przedmiotów można ująć w obie ręce / Nie dziwcie się, że nie umiemy opisywać świata / tylko mówimy do rzeczy czule po imieniu w Nigdy o tobie Herberta każda rzecz ma swoje imię, jest obdarzona atencją. Stale brakuje aparatu pojęciowego, by o niej mówić. Cisza zwycięża z dialogiem. Od niej krok do wrogości. Jabłońska i Szewczyk wypowiadają się przeciw reifika-cji, przeciw zapominaniu, w obcej sprawie, w sprawie czegoś innego. Kogoś. Mnie.
Tytułowa apostrofa: Rozejrzyj się dokoła, człowieku, Rozejrzyj się dokoła, facet, koleś udobitnia, że mamy do czynienia z miejscem-każdym, ze swoistym Alefem, z którego widać wszystkie możliwe punkty świata. Ale też z człowiekiem-każdym, na kształt średniowiecznego everymana. Nowa jest tylko sceneria.
tekst: Joanna Roszak